Windows 8 – recenzja

Stało się. Po dosyć długim okresie testów (prawie rok) i udostępnieniu trzech testowych kompilacji (Developer Preview, Customer Preview oraz Release Preview), Microsoft w końcu wprowadził do sprzedaży system Windows 8. Zaszło w nim bardzo dużo zmian, począwszy od samej instalacji, przez zupełnie nowe środowisko i aplikacji Modern UI (dawniej Metro), a skończywszy na ulepszeniach klasycznego pulpitu. Poza tym ostatnim, wszystko jest nowe i nieznane dla przeciętnego użytkownika. Warto więc aktualizować okienka do ósemki? To zależy, czego się potrzebuje. Dla niektórych zmiany będą dobre, dla innych nie, część z kolei musi się dopiero przekonać na własnej skórze korzystając przez chwilę z nowego systemu. Mam nadzieję, że ten tekst, poprzez opisanie większości zmian i ewentualnie dodanie mojej opinii, pomoże Wam w podjęciu decyzji o aktualizacji. Zacznijmy więc od samego początku, czyli procesu instalacji systemu,

Instalator uruchamiany z płyty zaraz po starcie komputera praktycznie się nie zmienił (nie licząc nowej animacji startowej, innych kolorów i logo), ale za to pojawił się nowy sposób na zainstalowanie produktu Giganta z Redmond – wzorem firmy Apple, ósme okienka łatwo można zainstalować przez internet, bez konieczności zrzucania instalatora na pendrive’a czy nagrywania na płytę.Wszystkim zajmuje się drobna (około 5 MB) aplikacja pobierana od Microsoftu, która zaczyna od sprawdzenia czy zainstalowane oprogramowanie oraz podłączone urządzenia są zgodne z nową wersją Windowsa, następnie przeprowadza użytkownika przez proces zakupu, a na koniec pobiera jedynie pliki przeznaczone dla naszego komputera. Umożliwia też zainstalowanie systemu na osobnej partycji (domyślnie przeprowadzana jest aktualizacja) czy nagranie pobranych danych na płytę lub skopiowanie ich na pendrive’a jeśli użytkownik chce wykonać „czystą” instalację.

    

Sam proces zakupu jest moim zdaniem bardzo prosty i przyjazny użytkownikowi (choć nie wiem, po co wymagany jest numer telefonu przy wprowadzaniu danych o metodzie płatności). Zapłacić można przy pomocy karty płatniczej lub konta PayPal. Niestety, z samą aktualizacją już nie jest tak różowo. Jeśli się już uda, to system raczej działa normalnie (a nie zawiesza i sypie jak kiedyś). Niestety, stosunkowo często się nie udaje (zwłaszcza, jeśli sporo było już na komputerze instalowane, zmieniane, itd.). Mi udało się doprowadzić do końca aktualizację jedynie na jednym stosunkowo „czystym” i rzadko używanym komputerze. Na moim głównym blaszaku i laptopie do testów się to nie udało (pod koniec wyskakiwały różnej maści błędy i przywracany był Windows 7) i konieczna była instalacja w tradycyjny sposób z formatowaniem dysku.

Po zakończeniu instalacji, podobnie jak i w starszych wersjach, powitani zostajemy kreatorem pozwalającym na dostosowanie podstawowych ustawień. Tutaj pierwszy raz stykamy się ze sporą zmianą interfejsu na Modern UI (dawniej Metro). Kreator pozwala nam między innymi wybrać główny kolor systemu, włączyć automatyczne pobieranie sterowników przez Windows Update, zdecydować czy pozwalać aplikacjom na korzystanie z systemowej usługi lokalizacji, itp. Oprócz tego, jesteśmy również proszeni o zalogowanie się do konta Microsoft (dawne Windows Live ID), aczkolwiek nie jest to obowiązkowe. Dziwny jest sam sposób logowania – zamiast od razu podać login i hasło, najpierw podajemy to pierwsze, a dopiero po kliknięciu Dalej w kolejnym oknie znajduje się pole na hasło (lub formularz rejestracji, jeśli adresu nie ma jeszcze w bazie). Po tym ostatnim kroku zostaje już wczytany nie pulpit, ale ekran Start.

  

Jest to kolejna duża nowość. która w założeniu ma być centralnym miejscem systemu, jak kiedyś pulpit, choć nie do końca jest to jego następca. Łączy on w sobie cechy tego ostatniego i menu Start – znajdziemy tu skróty do zainstalowanych aplikacji w formie kwadratów z ikoną programu i aktywne kafelki pokazujące nam dane pochodzące z aplikacji, np. nadchodzące wydarzenia z kalendarza czy nowe wiadomości (tylko w wypadku programów Modern UI) oraz listę wszystkich aplikacji „w stylu Metro” i klasycznych (do których skróty są w folderach dawnego menu Start) pokazującą się po wybraniu opcji wyszukiwania z paska Charms bar. Od razu nasuwa się skojarzenie z najnowszym wydaniem mobilnych okienek. W Windows 8 jednak przewijanie na ekranie Start odbywa się w poziomie (a nie w pionie, jak w wersji mobilnej) i dodatkowo, można tworzyć grupy kafelków, czego w Windows Phone brakuje. Gdyby Microsoft pozwolił jeszcze na zmniejszenie rozmiaru kafelków (przynajmniej tych ze skrótami do klasycznych aplikacji, które i tak nie pokazują nic poza nazwą i ikoną) jak w Windows Phone 7.8 i 8 byłoby idealnie.

   

Skoro już wspomniałem o wyszukiwaniu – pozwala ono na przeszukiwanie nie tylko plików czy skrótów do aplikacji, ale również danych przechowywanych przez programy (o ile pochodzą z Windows Store oraz programiści przewidzieli taką możliwość), np. katalogu Windows Store, maili w kliencie poczty elektronicznej czy znajomych w aplikacji Osoby. Do funkcji wyszukiwania dostajemy się poprzez Charms bar, który pojawia się po umieszczeniu myszki w prawym górnym lub dolnym rogu ekranu. Znajdują się na nim również przyciski pozwalające udostępnić zaznaczony czy wyświetlany element (jeśli jest to obsługiwane), przesłanie obrazu czy dźwięku do innego urządzenia, otworzenie panelu z ustawieniami aplikacji (jeśli są dostępne), kilkoma systemowymi (np. zmiana poziomu głośności, jasności, tymczasowym wyłączeniem powiadomień czy wyłączeniem komputera) oraz linkiem do panelu sterowania.

    

Jak zauważyliście, do jednego z najważniejszych elementów systemu dostajemy się przy pomocy gestu. Cóż, nie tylko do niego. Microsoft w Windows 8 postawił na obsługę gestami. Do listy ostatnio uruchamianych aplikacji także dostajemy się podobnym gestem – wystarczy umieścić kursor w lewym górnym rogu i po pojawieniu się miniaturki okna poprzednio uruchomionego programu zjechać myszką nieco w dół. Co w takim razie kryje się  w lewym dolnym rogu? Tutaj jest drugi przycisk Start (dlatego nie jest już widoczny na pasku zadań w trybie klasycznego pulpitu). Oprócz tego, gdy po jego wyświetleniu szybko przesuniemy myszkę do góry, także zobaczymy listę ostatnio uruchomionych aplikacji. Niestety, na tej liście nie widnieją tradycyjne aplikacje (co jest o tyle dziwne, że po naciśnięciu Alt+Tab mamy już zarówno programy Modern UI jak i tradycyjne). Znajduje się tu jedynie miniatura reprezentująca wszystko, co jest otwarte w trybie klasycznego pulpitu (jest on po prostu postrzegany jako jeden z programów).

 

Zapewne zdążyliście już też zwrócić uwagę na to, że aplikacje Modern UI są zawsze pełnoekranowe, niczym w tabletach (w końcu Windows 8 jest także przeznaczony dla tych urządzeń). Microsoft jednak zwrócił uwagę na to, że użytkownicy chcą mieć możliwość robienia kilku rzeczy jednocześnie, np. rozmawiania ze znajomymi przez komunikator i przeglądania stron WWW. Dlatego w ósemce pojawiła się funkcja „przypinania” specjalnie odchudzonych wersji aplikacji do lewej lub prawej strony ekranu. Wystarczy „wyciągnąć” taki program z listy ostatnio uruchamianych i puścić na jednym z brzegów ekranu. Później, w razie potrzeby można bez problemu zamienić programy miejscami, wystarczy złapać myszką za linię oddzielającą aplikacji i przesunąć ją. Niestety, w celu ułatwienia pracy deweloperom, Microsoft wprowadził pewne ograniczenia – aby takie „przypinanie” było obsługiwane, musimy mieć monitor zdolny wyświetlić obraz o rozdzielczości przynajmniej 1366×768. Nie skorzystają więc z niego posiadacze, np. laptopów z 13″ ekranami o rozdzielczości 1280×800. Choć zawsze jest nadzieja, że ktoś wymyśli jakąś modyfikację odblokowywującą tę opcję.

  

Pierwszą aplikacją w stylu Metro, z którą większość użytkowników się zetknie, będzie zapewne Internet Explorer 10. Zaszło bardzo wiele zmian. Przede wszystkim całkowicie przebudowano interfejs, aby był wygodniejszy w obsłudze na urządzeniach z dotykowymi ekranami. Mimo to, na zwykłym komputerze także jest w miarę wygodny. Kłopoty zaczynają się dopiero, gdy posiadamy monitor wyświetlający obraz w dużej rozdzielczości. Dlaczego? Ponieważ nie da się włączyć, np. stałej widoczności paska z miniaturami otwartych kart czy paska narzędzi na dole, mimo że oszczędność miejsca wynikająca z ich ukrycia jest w takim wypadku niewielka.

Na szczęście w finalnej wersji systemu, Microsoft przywrócił dostęp do ulubionych z poziomu wersji Modern UI swojej przeglądarki. Nie ma co prawda ich listy, ale pojawiają się jako osobna kategoria wyników wyszukiwania. Można również bez problemu dodawać witryny do swoich zakładek przy pomocy przycisku z ikoną pinezki (w testowych wersjach nawet to było nie możliwe, dało się jedynie przypiąć stronę do ekranu Start). Pozostawiono jednak inną irytującą cechę. Mianowicie przeglądarkę w wersji Modern UI można uruchomić tylko, gdy jest ona ustawiona jako domyślna. W innym przypadku zawsze będzie uruchamiać się dekstopowa wersja. Jest to moim zdaniem idiotyczna decyzja i wielu zwykłych będzie się gubić. Zwłaszcza, że w zależności od widzimisię programisty różnie może wyglądać działanie takiej „podwójnej” przeglądarki. Internet Explorer domyślnie uruchamia różne wersje w zależności od tego, skąd został uruchomiony (można to jednak zmienić w ustawieniach). Google Chrome (od wersji 23) zawsze tylko w jednej formie (w zależności, która była ostatnio aktywna, przełącza się między nimi w menu). Firefox za to działa jak domyślnie IE, ale bez możliwości zmiany (przynajmniej teraz, wersja Modern UI tej przeglądarki ciągle jest na dosyć wczesnym etapie rozwoju). Przy takim „urozmaiceniu” zwykły użytkownik na pewno będzie miał problem w połapaniu się jak to wszystko działa.

    

Inne programy w stylu Metro, które są tworzone przez firmy trzecie, można zdobyć ze sklepu Windows Store. Jego aplikacja kliencka niestety wymaga jeszcze doszlifowania w paru miejscach – przy ekranach, które nie mają proporcji 16:9, 16:10, itp. tylko 4:3 czy 5:4 strasznie dużo miejsca na stronie głównej sklepu się marnuje. Dodatkowo, na ekranie ze szczegółami na temat danej aplikacji nie ma daty udostępnienia jej ostatniej aktualizacji, przez co trudno ocenić czy program został porzucony przez autora czy nie. Brakuje również możliwości wyświetlenia listy programów wydanych przez danego dewelopera czy szybkiego podejrzenia listy zmian w programach z poziomu listy aktualizacji (jak w App Store).

   

Sporo zmieniło się też w kwestii ustawień systemowych. Panel z nimi w wersji Metro, nie nazywa się już Panelem sterowania. Są to po prostu ustawienia komputera. Problem w tym, że są one dosyć skromne. Reszta znajduje się w tradycyjnym oknie, znanym z Windowsa 7. Niestety, na próżno szukać linku do klasycznego panelu sterowania w jego nowym wydaniu,  aby się do niego dostać trzeba kliknąć prawym przyciskiem myszy w lewym dolnym rogu ekranu i wybrać odpowiednią pozycję z menu, kliknąć odpowiednią ikonę na liście aplikacji lub przebyć tradycyjną drogę przez Eksploratora. Jest to o tyle dziwne, że jeszcze w wersji Developer Preview link do tradycyjnego Panelu sterowania był w wersji Metro. Kolejnym problemem jest swoiste rozparcelowanie ustawień – część jest tylko w wydaniu Metro, część w tylko klasycznym, a jeszcze inny kawałek w innych miejscach (np. mierzenie ilości przesyłanych danych w wybranych sieciach Wi-Fi można włączyć tylko z poziomu ich listy). Ewidentnie ktoś tego nie przemyślał.

Przy okazji, w ustawieniach komputera zauważyć można preferencje kolejnej nowości, czyli synchronizacji ustawień systemu z chmurą Microsoftu. Działa to całkiem przyzwoicie, choć moim zdaniem więcej preferencji mogłoby do niej trafiać (np. lista aplikacji zainstalowanych z Windows Store, własny układ kafelków na ekranie Start, itd.). Oczywiście, żeby to miało ręce i nogi, w kreatorze pierwszej konfiguracji powinna być również możliwość wyboru, które ustawienia i elementy mają zostać pobrane z chmury. Dzięki temu, funkcja ta mogłaby służyć także jako kopia zapasowa, a nie tylko synchronizacji podstawowych danych pomiędzy różnymi komputerami, jak w tej chwili.

 

Do nowych okienek dodawanych jest także kilka dodatkowych aplikacji Modern UI od Microsoftu. Mowa o kliencie poczty, przeglądarce zdjęć, czytniku PDFów, odtwarzaczu muzyki, itd. Ich dokładniejszy test opublikuję jednak trochę później w osobnym artykule.

Wracając natomiast do samych okienek – skoro już omówienie części z Metro UI mamy za sobą, czas zająć się tą klasyczną. Tutaj największą zmianą (nie licząc ukrycia przycisku Start czy drobnej zmiany stylistyki okien) jest pojawienie się wstążki w Eksploratorze plików. Przyznam, że na początku byłem sceptyczny jeśli chodzi o takie rozwiązanie. Z czasem jednak się przyzwyczaiłem i uważam, że nowy Eksplorator jest wygodniejszy. Szybciej można, np. ukryć lub pokazać rozszerzenia plików, ponieważ stosowna opcja znajduje się na samej wstążce. Nie trzeba więc „dogrzebywać” się do okna z ustawieniami. W menu Plik natomiast znajdują się takie opcje, jak otworzenie linii poleceń w otwartym katalogu czy nowego okna Eksploratora. Również okno kopiowania czy przenoszenia plików zostało znacząco usprawnione. Owszem, generalny pomysł został zaczerpnięty z OS X, gdzie wszystkie tego typu operacje także są grupowane w jednym okienku, ale tutaj ten projekt został rozwinięty i dodano opcję wstrzymywania danej operacji oraz pokazania wykresu z prędkością przesyłu danych. Generalnie widać, że większość tych zmian została wprowadzona z myślą o bardziej zaawansowanych użytkownikach. Zwykły Kowalski najprawdopodobniej bardzo rzadko będzie w ogóle otwierał wstążki inne niż Home, nie mówiąc już o menu Plik w Eksploratorze. Zapewne w założeniu Microsoftu, tacy użytkownicy większość czasu mają spędzać na ekranie Start czy aplikacjach Metro.

  

Gigant z Redmond postanowił też popracować nieco nad zabezpieczeniami i do wbudowanego w okienka Windows Defendera dodał funkcjonalność antywirusa (do tej pory program służył głównie jako anty-spyware). Dziwię się jednak, dlaczego ten program nadal nazywa się tak nazywa, skoro po jego uruchomieniu od razu widać, że to tak naprawdę Microsoft Security Essentials z inną ikonką i nazwą na belce tytułowej. Cała reszta się nie zmieniła. Oprócz zwiększenia możliwości Defendera, inżynierowie pracujący nad Windows 8 postanowili również rozszerzyć działanie filtra SmartScreen na cały system (do tej pory skanował jedynie pliki pobierane przez Internet Explorera). Niestety, sporo osób zapewne go wyłączy, bo w oknie dialogowym informującym o zablokowaniu aplikacji nie ma żadnej opcji uruchomienia jej mimo wszystko. Trzeba otwierać okno właściwości pliki u tam klikać opcję Odblokuj. Dlaczego to taki problem? Bo SmartScreen dosyć często blokuje programy nie ze względu na niebezpieczeństwo z ich strony, ale przez ich „niską reputację” (po prostu jeszcze nie potwierdzono, że są bezpieczne).

 

Sporych poprawek doczekał się również menadżer zadań. Programiści z Microsoftu wprowadzili w nim bardzo dużo zmian. Najbardziej rzucającą się w oczy jest odświeżony interfejs oraz coś na kształt „trybu prostego”. Przypomina on nieco okno pojawiające się po wciśnięciu klawiszy Ctrl+Alt+Del w systemach z rodziny Windows 9x. Dopiero po kliknięciu na przycisk Więcej detali  pojawi nieco bardziej znana aplikacja. Teraz, aplikacje na pierwszej zakładce są dzielone – w pierwszej kolejności pomiędzy te „siedzące” w tle i z widocznym interfejsem, a następnie jeszcze grupowane (np. w nowej wersji widoczny jest tylko jeden proces Chrome’a, który ewentualnie można rozwinąć aby zobaczyć wszystkie). Oprócz tego, gdy jakiś proces wykorzystuje dużo pamięci RAM czy sporo zasobów procesora, odpowiednia rubryczka zostanie zabarwiona na żółto (im ciemniejszy odcień, tym większe zużycie). Dodano też bardzo przydatną kartę z historią aplikacji, gdzie można sprawdzić jakie procesy w przeszłości zjadały zbyt dużo zasobów. Nie trzeba więc już „przyłapywać” ich na gorącym uczynku. Odświeżony Menadżer zadań pozwala również bez opuszczania programu wyłączyć automatycznie uruchamianie aplikacji przy starcie systemu i dodatkowo pokazuje w jakim stopniu go spowalniają.

  

Z Windows 8 zniknęła też (oprócz dołączanych gier i Media Centera) funkcja Poprzednie wersje. Microsoft zastąpił ją nowym narzędziem o nazwie Historia plików. Jego działanie jednak znacząco się różni od poprzednika – przede wszystkim do działania wymaga zewnętrznego lub sieciowego dysku. Eliminuje to możliwość korzystania z tego rozwiązania po prostu w celu odzyskania dokumentów na wypadek przypadkowego wprowadzenia w nich niechcianych zmian (ja przykładowo korzystałem z poprzednich wersji w tylko tym celu, bezpieczny backup mi nie jest potrzebny i nie chce mi się ciągle trzymać podłączonego zewnętrznego dysku), ale niewątpliwie takie rozwiązanie zwiększa bezpieczeństwo w razie awarii dysku głównego. Generalnie, Historia plików przypomina nieco narzędzie Time Machine z OS X. Zasada działania jest mniej więcej ta sama, tylko rozwiązanie Microsoftu ma mniej efekciarski interfejs. Przy okazji warto również wspomnieć o funkcji Miejsca do magazynowania (Storage Spaces). Służy ona do wirtualnego połączenia kilku dysków tak, aby w Eksploratorze były widziane jako jeden. Jest zatem czymś w rodzaju RAID albo Drive Extendera (znanego z Windows Home Server), ale jednocześnie o wiele łatwiejsza w konfiguracji.

 

Podsumowując, ogólny kierunek zmian w którym podąża Microsoft nie jest moim zdaniem zły. Przede wszystkim dlatego, że dzięki nowemu modelowi aplikacji i systemowi ich dystrybucji jest szansa, że w końcu programiści zaczną tworzyć więcej ciekawych, ładnych i użytecznych programów (zwłaszcza z ładnymi jest teraz problem). Problemem jest raczej wykonanie – kiepska integracja nowego środowiska z klasycznym pulpitem, który jeszcze przez długi czas nie zostanie raczej zastąpiony przez Modern UI (jakoś nie widzę Worda czy Photoshopa napisanych z wykorzystaniem nowych API), opcje porozrzucane po obu trybach, niezrozumiałe rozwiązania (patrz kombinowanie z przeglądarkami Modern UI), brak jakiegoś sensownego samouczka wyjaśniającego zmiany w obsłudze przeciętnemu użytkownikowi (animacja pokazywana przy pierwszym starcie systemu to chyba jakaś kpina) i w końcu wymuszanie na użytkowniku korzystania z nowego środowiska, zamiast „grzecznego” zachęcania go do niego. Jednak decyzję o ewentualnym zakupie musicie podjąć sami, w końcu dla każdego co innego jest ważne.